noc, techniczna - przejrzane

2/3 maja

Ja, Młody i Marta sprzątamy bałagan. Czyścimy poremontowy pył, myjemy meble i podłogi. W powietrzu czuć coś wielkiego.

Cięcie.

W tym samym bloku, w którym mam mieszkanie napotykam na Tatarów (albo Kozaków lub Mongołów, trudno wyczuć). Konno, objuczeni, zasępieni, w liczbie kilkudziesięciu osób przedzierają się w milczeniu korytarzami. Wyglądają jakby mieli przy sobie cały dobytek – pakunki i toboły są przytroczone niemal wszędzie. Sami ubrani w surowe skóry; na głowach nie mniej prymitywne czapki.
Coś każe mi iść z nimi.
Wspinamy się kolejnymi piętrami.
Dochodzimy na ostatnie piętro. Tam w sali wielkości przeciętnej klasy, zupełnie pustej, bez okien rozkładają na podłogach maty po czym siadają w jednym końcu pomieszczenia. Wyczuwam, ze to rodzaj kaplicy. Rozglądam się wokół i w pobliżu wejścia dostrzegam portret kobiety, zupełnie taki sam jak barokowe portrety nagrobne sarmatów. Podpisane “Baronowa Potulicka”.
Nie mija kilka chwil nim najstarszy z wędrowców zaczyna coś do mnie mówić. I nagle dociera do mnie co się dzieje – mam być koronowany! To stąd to uniesienie. Mam złożyć ślubowanie już jutro, a oni przyjechali złożyć mi hołd. Bo nadal czują zwierzchnictwo polskiego króla, mimo, ze dawno takiego nie było – tak mówi najstarszy. Warunek jest tylko jeden – moja mowa inauguracyjna nie może być czytana z kartki, nie może tez być wcześniej przygotowana. Ma być z serca – tak mnie instruują.
Dziwię się. Jestem skołowany.
W pomieszczeniu ni stad ni zowąd pojawiają się okna, zauważam, ze blok jest w kształcie litery U, a my będąc na ostatnim piętrze w jednym skrzydle doskonale widzimy co się dzieje na przeciwległym końcu. Widzę przez okno kobietę, prawie nagą, z licznymi ranami na ciele. Najwyraźniej po samookaleczeniach. Nie mija kilka sekund jestem przed oszklonymi drzwiami. Sam nie wiem jak się tam znalazłem. Dziewczyna, około dwudziestoparoletnia, patrzy na mnie, ma ufne oczy; całe ciało pokryte czerwonymi strupami – jakby ktoś ją biczował lub jakby pocięła się żyletką. Ma na sobie wyłącznie białą bielizną, która oddziela się wyraźnie od czerwonej, poranionej skóry. Otwiera mi drzwi, wpuszcza do środka, zamyka za mną i zaczyna mnie całować. Bez słowa.
Chwilę później znajdujemy się w końcu pomieszczenia. Kochamy się.
Po wszystkim odzywa się. Niech się wasza wysokość nie martwi, nie powiem o tym nikomu.
Przez głowę przelatuje mi milion myśli, przecież to będzie skandal jak się wyda. Przecież mogłaby mnie teraz szantażować, obrócić jednym zdaniem całe moje żucie w proch. Przecież tabloidy mnie zjedzą jak się to wyda.

Przecież jutro mam być koronowany.


Budzę się i dziwię. Nie pamiętam kiedy miałem równie nietypowy sen.

Leave a Reply