noc, techniczna - przejrzane

2/3 czerwca

Jedziemy samochodem. We czwórkę. Nie wiem kto.
Siedzę na fotelu obok kierowcy. Rozmawiamy. O wakacjach. Mam na sobie sandały i krótkie spodnie. Jedziemy na urlop.
Bum.
W przód samochodu, tuż obok mojego fotela uderza tir. Widzę tę scenę z góry. Jakbym był poza ciałem, które w wyniku zderzenia leci przez przednią szybę i wpada wprost pod koła ciężarówki (samochodem nieco obróciło, poleciałem po skosie). Stoję obok siebie. Po chwili zbiegają się ludzie. Lamentują. Próbuję tłumaczyć, ze nic mi nie jest, że nic mi się nie stało, że nic mnie nie boli. Nikt mnie nie słyszy.
Kierowca tira wygrzebuje się z kabiny, widzę na jego skroni stróżkę krwi. W tym samym momencie zauważam, że z mojej głowy leżącej na asfalcie toczy się rzeka czerwono-żółtej mazi. Ja leżący na drodze nie poruszam się. Ja stojący obok ciała jestem niewidzialny dla ludzi. Nie czuję bólu.


Nie wiem kim była pozostała trójka. Nie pamiętam z kim jechałem i z kim zginąłem.

Leave a Reply