Browse Month by August 2011
noc, techniczna - przejrzane

28/29 sierpnia

Przełożona mówi, że z urlopu nici. Że nie mam do niego prawa. Że nie jestem osobą fizyczną, póki nie przepracuje kilku lat.
Bredzi.


Spotykam Mariusza Kamińskiego. Jest rozczarowany polityką. Mówię mu, że mnie to też już nie kręci, ze się duszę w tym co robię, że coraz trudniej mi kłamać i tłumaczyć ludziom cudze błędy. Przytakuje. Dokładnie z tego samego powodu przestałem być rzecznikiem, mówi. Tobie też tak radzę, rzuć to.

noc, techniczna - przejrzane

27-29 sierpnia zbiorczo

Na wsi. Wujek na wózku szuka czegoś w garażu. Na podwórku trawa po pas. Tu nigdy nie było trawy, zawsze goła ziemia.
Za stodołą zaskakuje mnie dworzec kolejowy – w szczerym polu. Wzór jak ze sztancy – widziałem we śnie setki identycznych. Wybucham niepohamowanym śmiechem.


Scenariusz do filmu na motywach Mortal Kombat.
Żałuję, że nie miałem nic pod pisania pod ręką rano – warto było to zapisać.

noc, techniczna - przejrzane

22/23 sierpnia

Siedzę na jednych z pierwszych zajęć jakiegoś egzotycznego języka.
Jakiś test czy kartkówka.
Mam przetłumaczyć francuskie rzeczowniki na ich egzotyczne odpowiedniki.
Pamiętam tylko jeden ideogram – samochód. Wygląda bardziej jak arabski wyraz niż chiński znaczek.

noc, techniczna - przejrzane

17/18 sierpnia

Sen o lataniu.
Unoszę się nad ziemią z jakąś dwójką kolonistów, którzy trzymają się za ręce. Wakacyjna miłość.
Pytają jak to robię. Mówię, że powtarzam sobie w czasie lotu słówka, uczę się języków w locie. Obecnie ćwiczę arabski.
Lewitujemy nad starówką jakiegoś miasta. Wybrukowane ulice, lekkie pagórki, wyremontowane kamienice.

noc, techniczna - przejrzane

13/14 sierpnia

Na stacji próbujemy zapakować się do pociągów. Objuczone kobiety, ubrane w stylu irańskim, z tobołami próbują dostać się do wagonów. Czepiają się każdego możliwego uchwytu.
Pociąg wygląda jakby przeciążony był zanim ktokolwiek do niego wsiadł. Ludzie siedzą na dachach, zwisają ze stopni schodów, wystają przez okna z przeładowanych przedziałów. Pośród ludzi różnokolorowe toboły.
Jakaś kobieta próbuje dostać się do przedziału, ale mieści się tylko jej bagaż – niebieski zwitek, wielkości worka marynarskiego. Nie szkodzi. Pojadę na rowerze obok pociągu. Może nawet potrzymam się żeby nie musieć pedałować – mówi do jakieś innej kobiety.
Upycha pakunek wewnątrz pociągu, a sama siada na rower i łapie się ramy okna wagonu.
Po chwili skład rusza, kobieta jedzie obok pociągu.

Obrazek jak z Indii lub Iranu. Biedota i jedyny w tygodniu pociąg.


Jesteśmy przyczepieni za pociągiem – brakło dla nas miejsca. Wagon ciągnie nas za sobą. Ja na plecach, wprost na torach. Jestem ostatni w rządku.
Uświadamiam sobie, że kobieta nie mogła zbyt długo jechać obok wagonu, bo przecież torowisko jest kamieniste – nie da się zbyt długo rowerem poruszać po takim terenie, do tego dochodzi prędkość. Musiała w końcu się puścić.

Sam w tej chwili jestem ciągnięty po kamienistym torowisku, a mimo to nic nie czuję. Plecy mnie nie bilą. A może mam pod sobą jaką płytę na niewielkich kółeczkach albo deskę?

Wjeżdżamy w las.

Mija dłuższa chwila, kiedy przez tor, po którym przed chwilą przejechaliśmy pędem przebiega sarna. A może jelonek. Z prawej strony. Przekracza torowisko w takim tempie, jakby coś go goniło.
Sekundę czy dwie później pojawia się pościg – dwa sporej wielkości zwierzęta, umaszczone na biało, z czarnymi pasami. Rzucają się na szyję ofierze. Jeden z agresorów wygląda jak borsuk (ale przecież borsuki nie polują na sarny). Kiedy już uporały się z obiadem odwracają się. Oba stworzenia mają teraz wygląd hien-albinosów. Biała zamiast rdzawej sierść, czarne pasy na ciele, piana i krew w psyku.
Patrzą w naszą stronę.

A skład się oddala coraz bardziej.

noc, techniczna - przejrzane

11/12 sierpnia

Unoszę się w powietrzu, inaczej niż zwykle. Tym razem na wysokości sporego budynku. I wiem, ze jak zacznę machać rękami to nabiorę pędu.
Lecę na zachód. Wystartowałem z balkonu, z domu mojego ojca. Mijam wiatraki elektrowni (w głowę bym dał, że tu nigdy wiatraków nie było, tylko konwencjonalna elektrownia). Szybuję jeszcze kilka minut, kiedy orientuję się, ze miałem skorzystać z wiatraków, że miały mi pomóc i mnie pchnąć na północ. Wracam.


Na tvn wciąż emitują film o jakiejś nastolatce która zginęła w bestialski sposób. Dokument. Reportaż z życia, nagle urwany.
Obsesyjnie usiłuje przełączać kiedy tylko zaczyna się emisja. Nie chcę tego oglądać, chociaż nie wiem co to za film, wiem tylko, że w finale dziewczyna nie żyje.
Im częściej zmieniam kanały w ucieczce przed seansem tym częściej trafiam na zapowiedź filmu.