noc, techniczna - przejrzane

2/3 sierpnia

Wchodzimy do kina.
Ale nie wygląda to jak zwykła kino. Krzesła ustawione w szeregu – jedno za drugim. Sznurek foteli. Jak siądziesz nie masz sąsiada z boku – tylko z przodu i z tyłu. Oraz z góry lub dołu. Bo całość jest piętrowa. Niczym ściana. Całość obraca się wokół własnej osi. Ekranem jest cylindryczna ściana całego pomieszczenia.

Wpadamy na salę w ostatniej chwili. Seans już się zaczyna. Dostrzegam dwa wolna miejsca w najwyższym miejscu. Z tyłu. Siadamy.

Po chwili schodzę żeby kupić bilety.
Za ladą panie, która znam z pracy. Panie, których z wzajemnością nie lubię. Płacę za bilety i w odpowiedzi słyszę jakieś docinki o spóźnianiu się.
Wracam na miejsce. Z głośników sączy się melodia czołówki. Identyczna jak w “Halo Szpicbródka”. Nucimy. Chwilę trwa nim panie z kasy chórem, jednocześnie, stwierdzają, że za zakłócania seansu można wylecieć z sali. Milkniemy. Sam film jest o jakimś wodewillu. Jak Szpicbródka, ale bez Szpicbródki.

Leave a Reply