noc, techniczna - przejrzane

4/5 sierpnia

Jakieś gigantyczne warsztaty dla bogatych lub aspirujących do bogactwa.
Mamy na sobie dobrze skrojone garnitury, koszule w modnych kolorach i drogie krawaty.
Na jednych z pierwszych zajęć uczymy się oprawiać obrazy, naciągać płótno na ramy. Ponoć to równie ważne jak golf, fortepian i znajomość jakiegoś egzotycznego języka.

Potem w wielkiej sali, po tym jak wcześniej dostaliśmy do ręki po pięć tysięcy wirtualnej gotówki, mamy wydać to na swoje hobby. Najlepiej z zyskiem. Ktoś kupuje karnet do opery czy na balet. Taki prestiżowy, który pozwala na fotelu z tyłu przykręcić grawerowaną tabliczkę z nazwiskiem mecenasa. Ktoś inny inwestuje w naukę czytanie schematów elektrycznych – w końcu w dzisiejszych czasach trzeba się znać na technologiach.

Siedzimy w ogromnej sali – wygląda to jak widownia w hali sportowej – rzędy krzeseł osadzone nieco pod kosem do ziemi. Zajmuje swoje miejsce. Chwile potem jakaś hostessa, ktoś z obsługi, podchodzi do mnie, dotyka mojego policzka i mówi, że mam wystające kości policzkowe, że to wina ósemek. Że jutro jest dentysta, będziemy się pozbywać ósemek, bo są nieestetyczne.

A mamy być młodzi, bogaci, piękni i bardziej ekskluzywni niż ktokolwiek inny.


Zbiegowisko pod jakimś budynkiem. Mimo, że widzę obce twarze, którym nie potrafię przypisać imion, wiem, ze znam tych ludzi, ze to moja rodzina. Wśród tłumu znam tylko ojca i matkę. Rozgardiasz, ludzie się kłócą. W zamieszaniu łącze fakty ze sobą w jedną całość, układam puzzle. Dopasowuję części.

Ktoś z rodziny osierocił dziewczynkę. Kilka dni temu. I teraz dzieciaczek jest w tym domu, przy którym jesteśmy. To jakiś sierociniec lub inna instytucja społeczna. Kłótnia trwa o to kto ma się zająć dzieckiem. O dziwo, każdy chce ją wziąć do siebie.
Ktoś wchodzi po schodach i przez drzwi dowiaduje się od kogoś z wewnątrz, że musi minąć piętnaści tygodni nim dziewczynka trafi do kogoś z nas, z takie są procedury, że przepisy.
Ktoś inny lamentuje, że tak długi czas dla takiego malucha to szok, że to odciśnie piętno na psychice małej.

Wracamy samochodem. Pytam rodziców jak to sobie wyobrażają, jak chcą być rodziną zastępczą skoro nie potrafili być namiastką prawdziwej rodziny. Żadne z nich nie odpowiada.

Leave a Reply