noc, techniczna - przejrzane

13/14 sierpnia

Na stacji próbujemy zapakować się do pociągów. Objuczone kobiety, ubrane w stylu irańskim, z tobołami próbują dostać się do wagonów. Czepiają się każdego możliwego uchwytu.
Pociąg wygląda jakby przeciążony był zanim ktokolwiek do niego wsiadł. Ludzie siedzą na dachach, zwisają ze stopni schodów, wystają przez okna z przeładowanych przedziałów. Pośród ludzi różnokolorowe toboły.
Jakaś kobieta próbuje dostać się do przedziału, ale mieści się tylko jej bagaż – niebieski zwitek, wielkości worka marynarskiego. Nie szkodzi. Pojadę na rowerze obok pociągu. Może nawet potrzymam się żeby nie musieć pedałować – mówi do jakieś innej kobiety.
Upycha pakunek wewnątrz pociągu, a sama siada na rower i łapie się ramy okna wagonu.
Po chwili skład rusza, kobieta jedzie obok pociągu.

Obrazek jak z Indii lub Iranu. Biedota i jedyny w tygodniu pociąg.


Jesteśmy przyczepieni za pociągiem – brakło dla nas miejsca. Wagon ciągnie nas za sobą. Ja na plecach, wprost na torach. Jestem ostatni w rządku.
Uświadamiam sobie, że kobieta nie mogła zbyt długo jechać obok wagonu, bo przecież torowisko jest kamieniste – nie da się zbyt długo rowerem poruszać po takim terenie, do tego dochodzi prędkość. Musiała w końcu się puścić.

Sam w tej chwili jestem ciągnięty po kamienistym torowisku, a mimo to nic nie czuję. Plecy mnie nie bilą. A może mam pod sobą jaką płytę na niewielkich kółeczkach albo deskę?

Wjeżdżamy w las.

Mija dłuższa chwila, kiedy przez tor, po którym przed chwilą przejechaliśmy pędem przebiega sarna. A może jelonek. Z prawej strony. Przekracza torowisko w takim tempie, jakby coś go goniło.
Sekundę czy dwie później pojawia się pościg – dwa sporej wielkości zwierzęta, umaszczone na biało, z czarnymi pasami. Rzucają się na szyję ofierze. Jeden z agresorów wygląda jak borsuk (ale przecież borsuki nie polują na sarny). Kiedy już uporały się z obiadem odwracają się. Oba stworzenia mają teraz wygląd hien-albinosów. Biała zamiast rdzawej sierść, czarne pasy na ciele, piana i krew w psyku.
Patrzą w naszą stronę.

A skład się oddala coraz bardziej.

Leave a Reply