noc

25/26 września

Siedzimy na rzeką. Być może to Wisła.
W oddali, na drugim brzegu, na piaskowej skarpie siedzi mężczyzna z laptopem na kolanach.
Chwilę później ktoś na niego wskazuje. Jest cały w płomieniach.
Podpalił się.
Płonąca kukła ześlizguje się bezwładnie do wody.
Niemy film. Dźwięk do nas nie dociera, jesteśmy zbyt daleko.


Nie wiem jak to się stało, ale jestem w mieszkaniu Igi.
Nie wiem jak to się stało, ale jest półnaga.
Zaczynam pieścić jej śnieżnobiałą skórę. Skórę, która wygląda jakby nigdy nie widziała słońca.
Mlecznobiała skóra. Mlecznobiałe piersi.

Klucz w drzwiach.

Zapomniałam ci powiedzieć, ze zaraz będą rodzice.

Ubieramy się pospiesznie.

Leave a Reply