noc

16/17 czerwca

Ubrany we frak czy inny surdut wchodzę na scenę, na której czeka na mnie fortepian.
Światło oślepia mnie na tyle, że nie widzę publiczności.
To jakieś przesłuchanie, popis albo koncert dyplomowy.
Mam trzydzieści lat.

Zaczynam powoli. Gram Chopina, ale nie wiem co. Nie pamiętam. Delikatne dźwięku stopniowo przechodzą w coraz mocniejsze i cięższe. Burza. Szał.
Trwa to kilka minut.
Kończę łagodnie czymś co przypomina mi preludium deszczowe.

Brawa.
Kłaniam się i schodzę.

Za kulisami, pani dyrektor (a może kustosz) gratuluje i pyta ile ćwiczyłem.
Mówię, że niedługo, że jeden (ale nie pamiętam czy rok, miesiąc czy dzień). Ona na to, ze słychać było braki techniczne, ale że jeśli w tak krótkim czasie opanowałem ten repertuar to mógłbym zrobić sporo więcej.
Mam trzydzieści lat. O dwadzieścia pięć za późno żeby stać się zawodowym pianistą. Tak mówi.
Ale mogę być doskonałym amatorem.

Leave a Reply