noc

22/23 czerwca

Najpierw historia o tym, że w czasie wojny, okrążeni mamy napaść na pociąg nieprzyjaciela. Tuż przed akcją dowiadujemy się że nieopodal mają przejechać dwa w ogóle nie strzeżone składy i można by je łatwo zniszczyć.
Dwóch ludzi podpala się i wchodzi na tory – żywe pochodnie mają zapalić pociągi. Nie zapalają.

Potem historia o tym, że będąc na boisku, na meczu, na stadionie pełnym ludzi, broniąc w polu karnym główkuję tak niefortunnie, że robi się z wyniku 5:3 aż 6:3. Przegrywamy. Zawodnicy zaczynają pajacować – gramy rękami. Sędzia na pytania czy nie powinien przerwać meczu mówi, że to i tak teraz już nie jest protokołowane.

Na tym samym meczu pojawia się jednoosobowy dwupłatowiec. Zawisa tuż nad trawą, staje dęba i śmigłem zaczyna kosić trawę. Obok niego jegomość monstrualnych rozmiarów – jakby trzymał ten aeroplan w sposób w jaki trzyma się kosy spalinowe. Śmigłem kosi trawę.

Potem ten sam samolot i ten sam jegomość (ale już o normalnych rozmiarach – samolot za to uległ zmniejszeniu) w jakimś pokoju, tnie meble – zdziera poszycie z kanap (a w drugim pomieszczeniu trwa przyjęcie) – próbuję zainteresować siedzących biesiadników demolką, ale nikt nie reaguje.

Leave a Reply