Browse Category by drzemka
drzemka

19 kwietnia

N. dzwoni na telefon, którego numeru nie może znać. Odbieram. Co słychać? W porządku. Jesteś w pracy (Pytam bo w tle słyszę telefony i szum sprzętu biurowego, a we śnie jestem przekonany, że N. popołudniami dorabiała sobie pracą w jakimś biurze. Dwie godziny dziennie). Tak, w pracy. Odpowiada. I niem powie kolejne zdanie ucinam rozmowę. Nie mogę teraz rozmawiać. Wykręcam się i odkładam słuchawkę.
W momencie kiedy zawieszam połączenie jestem w łazience, stoję przed lustrem i patrzę na siebie. Kiedy odbierałem byłem w sypialni.

Nie mija kilka chwil, wracam do sypialni. Słyszę trzy dzwonki. Myślę, że to pewnie smsy w których N. chce mi coś powiedzieć, wyjaśnić.
A to mail. Na telefonie wyświetla mi się jego początek. “Chciałam tylko słówko informacyjnie…” Kasuję bez czytania.

Budzę się z jakimś dziwnym uczuciem satysfakcji, za to bez żadnych negatywnych emocji.
Pamiętam czcionkę, którą był napisany początek maila. To nie była zwyczajowa czcionka dla tego typu powiadomień.

drzemka

22 lutego

Umawiam się z Adą Borek na jakiś odległy termin. Za dwa tygodnie. W Piotrkowie Trybunalskim.
Bo po co tu i teraz?

drzemka

26 stycznia

Hybryda Szymborskiej i Niewiadomskiej opowiada mi jak próbuje opłynąć świat. Prawie samotnie – bo w towarzystwie asystenta. Pokazuje mi łódkę, na której mierzy się sama ze sobą. Pytam czy jeśli jej się uda to będzie najstarszą osobą, która tego dokonała. Ważę słowa, przy kwestii wieku. Uśmiecha się i mówi, że nawet o tym nie pomyślała.


Czytam jakieś kilka zdań które N. napisała do mnie. Na monitorze.
Nie, jeszcze nie wyszłam za mąż, ale lubię – wbrew wszystkiemu – mówić o nim Narzeczony.
Znałam go wcześniej.

drzemka

7 listopada

Dostaję maila z tematem, który sugeruje zdjęcia robione jakimś nowym canonem. Mail od N. Ona nie miała canona tylko fujifilm.
W załączniku jest siedem czy sześć zdjęć.
Na jednym jestem ja, skadrowany tak, jakbym się poruszył i uciekł tuż przed naciśnięciem spustu migawki, nie mam ani rąk, ani nóg, ani głowy. Jedynie tors. Ale wiem, że to ja. Na dwóch kolejnych są prześwietlone witraże jakiegoś kościoła. Poruszone.
Kolejne to portret czterech osób. N, jej siostra i jej bratowa, a także ktoś jeszcze (nie pamiętam albo nie poznaję twarzy). Ujecie portretowe, od klatki piersiowej w górę. Stoją en face. N. ma na sobie czarną, prostą, elegancką suknię (w każdym razie to wygląda jak suknia). W tle te same witraże jak na poprzednim zdjęciu. Zdjęcie mocno niedoświetlone.
Kolejne dwa czy trzy ujęcia to ktoś w garniturze, idzie z prawej do lewej strony kadru, plan amerykański. Światło z tyłu tak gra, że widać jedynie zarys sylwetki i wyprasowany garnitur, ostro oddzielający się od tła.

Sześć czy siedem zdjęć.
Oglądam setki podobnych niemal codziennie.

drzemka, techniczna - przejrzane

24 lipca

W knajpie, przy niesamowicie długim barze siedzi rząd facetów – wszyscy o identycznych twarzach, wszyscy (za wyjątkiem dwóch) w białych koszulach, dobrze zbudowani, krótko ostrzyżeni, o aparycji Borysa Szyca.
Ten w kącie (tam gdzie bar styka się ze ścianą) jest w czarnej koszuli. Potem rządek białych kołnierzyków i znów jeden w czarnym, a z nim kolejni na biało.

Chodzę i tłumaczę komuś, że to przenośnia. Że to symbol. Czegoś (i pojęcia nie mam w tym momencie czego, chociaż wiedziałem). Na przemian każę im wstawać i siadać na tych niewygodnych stołach barowych. Reżyseruję ruch. Układ jest ważny. Z jakiegoś powodu. Autor nie dopowiedział wszystkiego – staram się to uzupełnić.

Mam wrażenie jakbym reżyserował spektakl.

drzemka, techniczna - przejrzane

8 lipca

Jesteśmy w młodym lesie, zdziczałym. Dawne torowisko porośnięte młodnikiem.
Wojna.
To nie są ćwiczenia.
Ostrzeliwują nas. Walą do nas jak do kaczek. Nie wiemy skąd. Nie mamy sprawnego sprzętu.

Pośród wiwatujących współżołnierzy idzie koś o wyglądzie dra Housa. Z lekkim wpływem Jacka z Zagubionych. Idzie. Jak paw.
Dochodzi do namiotu (a właściwie półnamiotu – tylko dwie ściany zostały, resztę rozmontowano, dla lepszej widoczności) dowództwa. Tam prezentuje się przez chwile, wypina pierś, uśmiecha się do zdjęć i tonem bardzo pewnym siebie mówi, że naprawi sprzęt, że jest najlepszy, i że wie, że wygląda jak House, że możemy sobie porobić z nim zdjęcia.
Mija kilka chwil nim bierze się do roboty.
Sięga po sztabową lornetkę – tę najlepszą. Zepsutą. Ślepe oczy dywizji.
Przystawia ją sobie do twarzy, wbija oczy w okulary. Wydyma się jak rybki, które wiszą zasuszone na każdym straganie w nadmorskich miejscowościach. Policzki, usta, nawet oczy przyłożone do lornetki. Wszystko ma wydęte.
Po chwili oddaje lornetkę i mówi że już, że działa.
Oddaje ją mnie..

Zerkam przez szkła i widzę jak sporej wielkości karabin automatyczny, na autonomicznej podstawie kieruje się w naszą stronę. Nim padają pierwsze strzały krzyczę padnij.

Chwilę trwa ostrzał, karabinek, sterowany pewnie zdalnie próbuje trafić mnie. Decyduję że muszę uciec, żeby dać innym szansę. Wstaję błyskawicznie, wybiegam za namiot, a tam skarpa. Na szczęście teraz mnie nie widać. Mam nadzieję, ze karabin będzie nadal brał mnie na cel – zejdę w dół skarpy – poza zasięg widoczności i obejdę wszystko dookoła.
Zbiegam po wapiennych skałkach.

Kiedy okrążam nasz obóz i wracam z drugiej strony widzę, że obozu przeciwnika już nie ma. Że przywrócony wzrok dywizji tchnął ducha w kompanów. W okopach tylko jacyś niedobici wrogowie. Więc biegnę za swoimi, bo zostałem wyraźnie w tyle.

Biegnę w poprzek torów kolejowych, mijam torowisko za torowiskiem, a wszystko pośród młodego lasu, Może dwuipółmetorwe sosny czy świerki. Gdzieniegdzie brzoza. Nie doganiam swoich, ale spotykam po drodze jakiegoś znajomego, teraz biegniemy razem. Ściemnia się.

Dostrzegamy pośród drzew, na stoku (bo teraz biegniemy pod górkę) jakieś urządzenie. Na chodzie. Zrobimy sobie z tego lampę, mówi. Majstruje przy tym chwile nim zapada kompletna ciemność.
Ostatnie co słyszę przed przebudzeniem to wołanie Komme, komme. Po niemiecku a nie brzmi wrogo.

drzemka, techniczna - przejrzane

5 lipca

W czasie drzemki śni mi się N. Przychodzi do mnie do domu i przez kilka godzin mówi o sobie. Wylewa żale. Ja nie reaguję. Wychodzi bez słowa.

Nie wiem czego oczekiwała, ale była wyraźnie rozczarowana.