Browse Category by techniczna – przejrzane
noc, techniczna - przejrzane

24/25 lipca

Patrycja mówi, że prawko ma od dziesięciu lat. Że to co mówiła wcześniej, to tylko po to, żeby mnie zmobilizować, zachęcić.
Okłamała mnie.
Po niej się tego nie spodziewałem.

noc, techniczna - przejrzane

22/23 czerwca

Najpierw historia o tym, że w czasie wojny, okrążeni mamy napaść na pociąg nieprzyjaciela. Tuż przed akcją dowiadujemy się, że nieopodal mają przejechać dwa w ogóle nie strzeżone składy i można by je łatwo zniszczyć.
Dwóch ludzi podpala się i wchodzi na tory – żywe pochodnie mają zapalić pociągi. Nie zapalają.

Potem historia o tym, że będąc na boisku, na meczu, na stadionie pełnym ludzi, broniąc w polu karnym główkuję tak niefortunnie, że robi się z wyniku 5:3 aż 6:3. Przegrywamy. Zawodnicy zaczynają pajacować – gramy rękami. Sędzia na pytania czy nie powinien przerwać meczu mówi, że to i tak teraz już nie jest protokołowane.

Na tym samym meczu pojawia się jednoosobowy dwupłatowiec. Zawisa tuż nad trawą, staje dęba i śmigłem zaczyna kosić trawę. Obok niego jegomość monstrualnych rozmiarów – jakby trzymał ten aeroplan w sposób w jaki trzyma się kosy spalinowe. Śmigłem kosi trawę.

Potem ten sam samolot i ten sam jegomość (ale już o normalnych rozmiarach – samolot za to uległ zmniejszeniu) w jakimś pokoju, tnie meble – zdziera poszycie z kanap (a w drugim pomieszczeniu trwa przyjęcie) – próbuję zainteresować siedzących biesiadników demolką, ale nikt nie reaguje.

noc, techniczna - przejrzane

16/17 czerwca

Ubrany we frak czy inny surdut wchodzę na scenę, na której czeka na mnie fortepian.
Światło oślepia mnie na tyle, że nie widzę publiczności.
To jakieś przesłuchanie, popis albo koncert dyplomowy.
Mam trzydzieści lat.

Zaczynam powoli. Gram Chopina, ale nie wiem co. Nie pamiętam. Delikatne dźwięki stopniowo przechodzą w coraz mocniejsze i cięższe. Burza. Szał.
Trwa to kilka minut.
Kończę łagodnie czymś co przypomina mi preludium deszczowe.

Brawa.
Kłaniam się i schodzę.

Za kulisami, pani dyrektor (a może kustosz) gratuluje i pyta ile ćwiczyłem.
Mówię, że niedługo, że jeden (ale nie pamiętam czy rok, miesiąc czy dzień). Ona na to, ze słychać było braki techniczne, ale że jeśli w tak krótkim czasie opanowałem ten repertuar to mógłbym zrobić sporo więcej.
Mam trzydzieści lat. O dwadzieścia pięć za późno żeby stać się zawodowym pianistą. Tak mówi.
Ale mogę być doskonałym amatorem.

noc, techniczna - przejrzane

3/4 września

Kraków, a wcześniej Gliwice. Zlały się w jedność.
Wycieczka. Zwiedzamy.
Ja w roli przewodnika. Asia w roli turysty. Raz na jakiś czas nasze dłonie spotykają się przypadkiem. I wtedy ona mnie chwyta za tę dłoń. Zupełnie naturlanie.
Barbakan, rotunda.
Aquapark, który lata świetności ma już dawno za sobą. Zlikwidowali zjeżdżalnie, rury i wszystkie inne atrakcje. Zostały dwa baseny i łąka. Japończyk postanowił zwinąć biznes, mówi. Leżymy na trawie i rozmawiamy. Wcześniej coś jedliśmy. Kupiłem jakieś dania. A ona mówi mi teraz, że to bardzo opiekuńcze, że docenia. Ale że potrafi o siebie zadbać.

A potem znika.

noc, techniczna - przejrzane

1/2 września

We czwórką – Młody, ja, Paulina i Pati snujemy się po okolicy. Zaliczamy dwa seanse w kinie (oba opuszczamy po 10 czy 15 minutach). Odwiedzamy potężny klub, w którym spotykam znajomych sprzed lat.

Jedziemy autobusem w kierunku kolejnej “atrakcji”. W oknach widać zalewy, które mijamy. Na plażach masa ludzi.
Po lewej stronie, na tafli wody stoi coś a’la platforma wiertnicza. Tłum ludzi wokół. Wygląda to jak atrakcja w wesołym miasteczku. Raz na jakiś czas w górę strzelają liny i któryś z gapiów jest wyrzucany w powietrze na niebotyczną wysokość.

Wjeżdżamy na stare miasto.
Drogę zastawia nam pan, w niekompletnym stroju. Ma na sobie część garnituru, ale bez marynarki. Koszulę zastępuję mu płachta materiału na torsie – z kołnierzykiem, a rzędem guzików imitujących rozpięcie – bez pleców, bez rękawów. Gdyby ubrać na to marynarkę – wyglądałoby jak kompletna koszula.
Dziwny gość rozmawia chwilę z kierowcą, po czym ruszamy dalej. Tylko po to, żeby po 50 metrach stanąć przed szlabanem. Dalej pojedziemy jak obejrzymy pokaz.

Za szlabanem, wzdłuż drogi stoi naczepa tira. Rozłożona. Ogromna platforma. Jegomość o aparycji pułkownika Sandersa opowiada o wyjątkowej atrakcji, która została przygotowana właśnie dla nas. Wycieczka z ciekawości wybałusza oczy.
Otóż, ta platforma uniesie nas na wysokość półtora kilometra, pozwoli nam zrobić zdjęć, a potem sprowadzi nas bezpiecznie na ziemie. Na linach. (A więc takie cudo widzieliśmy chwilę wcześniej). Za jedyne czterdzieści euro. Tylko dzisiaj.
Kiedy Sanders kończy monolog na scenie pojawia się poprzedni dziwak. Tym razem w pełnym garniturze. Siada na krześle na środku platformy, szybko i sprawnie zapina uprząż i już.
Leci. Wystrzelony jak z pracy.
Chwilę później upada na ziemię z wielkim łomotem.
Publika zamiera. Na twarzy Sandersa maluje się uśmiech.
Kilka sekund później opuszczany na linach pojawia się p[o raz kolejny dziwak.
Jest ich dwóch. Identycznych. Bliźniacy.
Ten wystrzelony powraca spokojnie na ziemie na długich nitkach z gumy.
Ten, który spadł, spadł z dachu platformy, dwa metry nad ziemią. Miał odwrócić uwagę.

Koniec pokazu. Kto kto przejażdżkę?
W cenie wliczony aparat i instruktaż jak na wysokości zrobić zdjęci okolicy.
Można się wznieść na półtora kilometra za czterdzieści euro lub na dwa za sześćdziesiąt.
Znajduje się pierwszy ochotnik.
I w czasie kiedy bracia przygotowują go do lotu, udzielają instruktażu, ktoś z tłumu pyta jak Sanders udowodni wysokość lotu. Czy może podać siłę z jaką śmiałek wylatuje w przestrzeń? Bo jakby była siłą to już byśmy sobie wysokość obliczyli. Sanders nie może. To może chociaż jest ciśnieniomierz – to z różnicy ciśnień byśmy sobie wyliczyli – snuje teorie tłum. Sander nie ma ciśnieniomierza.

W międzyczasie ochotnik rezygnuje.

noc, techniczna - przejrzane

28/29 sierpnia

Przełożona mówi, że z urlopu nici. Że nie mam do niego prawa. Że nie jestem osobą fizyczną, póki nie przepracuje kilku lat.
Bredzi.


Spotykam Mariusza Kamińskiego. Jest rozczarowany polityką. Mówię mu, że mnie to też już nie kręci, ze się duszę w tym co robię, że coraz trudniej mi kłamać i tłumaczyć ludziom cudze błędy. Przytakuje. Dokładnie z tego samego powodu przestałem być rzecznikiem, mówi. Tobie też tak radzę, rzuć to.

noc, techniczna - przejrzane

27-29 sierpnia zbiorczo

Na wsi. Wujek na wózku szuka czegoś w garażu. Na podwórku trawa po pas. Tu nigdy nie było trawy, zawsze goła ziemia.
Za stodołą zaskakuje mnie dworzec kolejowy – w szczerym polu. Wzór jak ze sztancy – widziałem we śnie setki identycznych. Wybucham niepohamowanym śmiechem.


Scenariusz do filmu na motywach Mortal Kombat.
Żałuję, że nie miałem nic pod pisania pod ręką rano – warto było to zapisać.

noc, techniczna - przejrzane

22/23 sierpnia

Siedzę na jednych z pierwszych zajęć jakiegoś egzotycznego języka.
Jakiś test czy kartkówka.
Mam przetłumaczyć francuskie rzeczowniki na ich egzotyczne odpowiedniki.
Pamiętam tylko jeden ideogram – samochód. Wygląda bardziej jak arabski wyraz niż chiński znaczek.