Browse Tag by Marta
noc, techniczna - przejrzane

Zbiorowe

11/12
Sprzedajemy gazowe ogrzewacze wody, tuż przed zamknięciem przychodzi marudny klient. Wydziwia. Wychodzę z pracy przed północą.


Marta w czymś o kształcie mikrofali obitej od środka błękitnym materiałem frotte trzyma niebieski dziecięcy kapeć. Obok siebie stoją trzy takie urządzenia. Ale tylko w jej zamieszkuje bucik.


12/13 maja
W półśnie widzę jak N. zagląda mi przez okno do mieszkania. Widzę ją. Ona widzi mnie. Sytuacja powtarza się trzy czy cztery razy. Ale śpię. Nie mam siły i ochoty wstawać i zasłaniać rolet do końca.

Budzę się rano i nie wiem czy to był sen.
Czuję się obserwowany.


13/14 maja
Treść umknęła.
Pozostało wrażenie trójkąta emocjonalnego. Z Andrzejem.
Niesmak. Niepokój.

noc, techniczna - przejrzane

2/3 maja

Ja, Młody i Marta sprzątamy bałagan. Czyścimy poremontowy pył, myjemy meble i podłogi. W powietrzu czuć coś wielkiego.

Cięcie.

W tym samym bloku, w którym mam mieszkanie napotykam na Tatarów (albo Kozaków lub Mongołów, trudno wyczuć). Konno, objuczeni, zasępieni, w liczbie kilkudziesięciu osób przedzierają się w milczeniu korytarzami. Wyglądają jakby mieli przy sobie cały dobytek – pakunki i toboły są przytroczone niemal wszędzie. Sami ubrani w surowe skóry; na głowach nie mniej prymitywne czapki.
Coś każe mi iść z nimi.
Wspinamy się kolejnymi piętrami.
Dochodzimy na ostatnie piętro. Tam w sali wielkości przeciętnej klasy, zupełnie pustej, bez okien rozkładają na podłogach maty po czym siadają w jednym końcu pomieszczenia. Wyczuwam, ze to rodzaj kaplicy. Rozglądam się wokół i w pobliżu wejścia dostrzegam portret kobiety, zupełnie taki sam jak barokowe portrety nagrobne sarmatów. Podpisane “Baronowa Potulicka”.
Nie mija kilka chwil nim najstarszy z wędrowców zaczyna coś do mnie mówić. I nagle dociera do mnie co się dzieje – mam być koronowany! To stąd to uniesienie. Mam złożyć ślubowanie już jutro, a oni przyjechali złożyć mi hołd. Bo nadal czują zwierzchnictwo polskiego króla, mimo, ze dawno takiego nie było – tak mówi najstarszy. Warunek jest tylko jeden – moja mowa inauguracyjna nie może być czytana z kartki, nie może tez być wcześniej przygotowana. Ma być z serca – tak mnie instruują.
Dziwię się. Jestem skołowany.
W pomieszczeniu ni stad ni zowąd pojawiają się okna, zauważam, ze blok jest w kształcie litery U, a my będąc na ostatnim piętrze w jednym skrzydle doskonale widzimy co się dzieje na przeciwległym końcu. Widzę przez okno kobietę, prawie nagą, z licznymi ranami na ciele. Najwyraźniej po samookaleczeniach. Nie mija kilka sekund jestem przed oszklonymi drzwiami. Sam nie wiem jak się tam znalazłem. Dziewczyna, około dwudziestoparoletnia, patrzy na mnie, ma ufne oczy; całe ciało pokryte czerwonymi strupami – jakby ktoś ją biczował lub jakby pocięła się żyletką. Ma na sobie wyłącznie białą bielizną, która oddziela się wyraźnie od czerwonej, poranionej skóry. Otwiera mi drzwi, wpuszcza do środka, zamyka za mną i zaczyna mnie całować. Bez słowa.
Chwilę później znajdujemy się w końcu pomieszczenia. Kochamy się.
Po wszystkim odzywa się. Niech się wasza wysokość nie martwi, nie powiem o tym nikomu.
Przez głowę przelatuje mi milion myśli, przecież to będzie skandal jak się wyda. Przecież mogłaby mnie teraz szantażować, obrócić jednym zdaniem całe moje żucie w proch. Przecież tabloidy mnie zjedzą jak się to wyda.

Przecież jutro mam być koronowany.


Budzę się i dziwię. Nie pamiętam kiedy miałem równie nietypowy sen.

noc, techniczna - przejrzane

30/31 marca

Jakiś konkurs. Marta mówi, że załatwiła wejściówkę. Mamy siedzieć jako jury.

Wszyscy mamy aparaty z lampami błyskowymi i wielce profesjonalnie testujemy ustawienia lamp, dobieramy parametry.

Dużo znajomych. Impreza ma trwać dwa dni. W między czasie gdzieś między dialogami tłumu Marta prosi, żebym jutro zrobił jej mammografię. Ja? Tak, zbadasz mi piersi, sama jestem nieobiektywna, mówi.

Urwanie filmu.

Jesteśmy we trzy osoby w jakimś pokoju. Ja, Gosia i jej mama (nie wiem skąd wiem że to jej mama – nigdy jej nie widziałem). I mama mówi do niej – no pokaż! Gosia stoi po mojej lewej stronie, jej mama siedzi po prawej. Gosia sięga do bluzki i podwija ją, podwija też stanik. Podejdź bliżej – mówi mama. Gosia podchodzi do niej. Po chwili obraca się w moją stronę i mówi, no weź zbadaj. Podnoszę rękę i waham się. Na pewno? – pytam. Tak. Dotykam jej biustu (to nie jest jej biust, Gosia miała inny, teraz ma zdecydowanie mniejszy; z malutkimi sutkami) i widzę (przed dotknięciem) spory guz na zewnętrznej stronie lewej piersi. Dotykam w tym miejscu palcami, delikatnie – wyczuwam zgrubienie.

Cięcie.

Siedzimy w pustym mieszkaniu (Marta twierdzi, że to moje mieszkanie, ale nijak mojego nie przypomina) i rozmawiamy o tym, ze bardzo boi się raka piersi. I że dziękuje, że ją zbadałem.
Marta, która była Martą na czas badania stała się Gosią, by potem znów być Martą.

W międzyczasie gdzieś się przemieszczaliśmy tramwajami i autobusami – na miejsce owego konkursu, w tłoku, gdzieś w tłumie padło hasło, że Marta jest spokrewniona ze mną i Mariuszem, ale to bardzo dalekie pokrewieństwo.

Śnię i pamiętam, ze pytam sam siebie – Marta czy Paulina – przecież to ona jest ze mną odlegle spokrewniona. Marta nie.


Budzę się. Dawno nie pamiętałem aż tak dokładnie snu. Mnóstwo szczegółów, słów i osób, które ulatują wraz z kolejnymi minutami. Do teraz pozostało to co zapisałem i wrażenie tego, ze budząc się pamiętałem o wiele więcej.