Browse Tag by Nowy
noc, techniczna - przejrzane

29/30 maja

Podniosła atmosfera. Ma mnie odwiedzić Elżbieta II. Z Filipem.
Spóźnia się, ale w końcu się pojawia. Pijemy herbatkę, rozmawiamy kurtuazyjnie kiedy nagle dzwoni mi telefon. Zakłopotanie. Chwila trwa wieczność. Przepraszam wasze królewskie mości, odbiorę tylko i zaraz wrócimy do rozmowy. Dobrze. Elżbieta z Filipem wychodzą chociaż tego nie oczekiwałem, ja chwytam za telefon – i nie zdążyłem. Głuchy sygnał. Ktoś się rozłączył.
Goście już nie wrócili.


W starym telefonie znajduję zdjęcia o których zapomniałem. Jest to o tyle dziwne, ze ten telefon nie ma ani pamięci ani tym bardzie aparatu. Przeglądam fotografie z wakacji sprzed siedmiu czy ośmiu lat.


Jedziemy na jakimś wyciągu, kolejce górskiej, krzesełkowej, ale z krzesełkami na tyle nietypowymi, że ustawionymi w rzędy. Na przednim krzesełku N. Ja dwa rzędy za nią. Ma mój aparat. Załóż pasek na szyję, mówię. Chwile potem aparat wypada jej z rąk i tyle go widziałem.


Mieszkanie N. Ale zupełnie inne – w ogóle nie przypominające jej mieszkania. Ona i Młody siedzą przy wejściu, blokując jedyny ciąg komunikacyjny w lokalu. Nie da się ani wejść, ani wyjść, ani przejść z pokoju do kuchni. Kilka chwil potem wchodzi Nowy i zaczyna do niej mówić. A potem krzyczeć. Wydaje jej polecenia. Traktuje ją przedmiotowo. Mówi coś o nieprzygotowanym obiedzie. Atmosfera się zagęszcza.
Słyszę (bo nie widzę sceny, jestem w innym pomieszczeniu), że Nowy jest zdenerwowany, że kolejny lekarz odesłał go z kwitkiem. N. mówi, że musi w końcu znaleźć takiego który go zbada, w końcu to może być nowotwór, nawet w takim wieku, wszystko na to wskazuje, mówi N.
Nowy wchodzi do pokoju w którym stoję, obrzuca mnie złowrogim spojrzeniem i puszcza w moją stronę wiązankę. Słowotok. I bardziej mnie to śmieszy niż złości czy obraża.

noc, techniczna - przejrzane

21/22 maja

Latające dywany z cieniutkiego celuloidu. Matowione, nieprzezroczyste, ale przepuszczające kształt. Na nich jacyś ludzie. Te cieniutkie folijki rozmiarów stołu unoszą się tuż ponad głowami. Ktoś z zza pleców mówi mi, że to symbol niepokoju. Że są takie matowe, bo nic nie jest wyraźne, nic nie jest czarno-białe. I kiedy to słuszę nagle wszystko wokół traci barwy. Świat staje się szaro-szary. Jedyną rzeczą, która nie zmieniała koloru są te nieszczęsna latające dywany z folii – są tak samo bezbarwne i matowe jak przedtem. Teraz rozumiem. W tle (w sensie emocji, nie fizyczności), na trzecim czy czwartym planie N. i Nowy oraz jakieś ich wspólne podróże do Gdańska. (Czemu akurat do Gdańska?)

Cięcie.

Chodzimy po wielopiętrowych warsztatach chemicznych. Albo targach, a może pokazowych laboratoriach jakie spotyka się w interaktywnych centrach nauki. Na kolejnych kondygnacjach te same retory poustawiane równiutko na identycznych stołach. Te same kolorowe płyny. Ta sama pustka.
Na najwyższej kondygnacji mam się opiekować dziećmi. Mam położyć dwójkę do snu.
A nieco wcześniej, przy pogawędce z kustoszem tej gigantycznej, chemicznej pracowni przechodzi Maryla. I mówi do mnie tak jakbyśmy byli spokrewnieni. I zachowuje się tak jakbyśmy byli spokrewnieni. I nagle dociera do mnie, że jesteśmy spokrewnieni. Cmok-cmok w policzek. Co słychać? Tyle lat. Kurtuazja.


Budzę się i pamiętam, ze największe wrażenie wywarły na mnie celuloidowe latające dywany. Doskonale szare.
Niepokój ustępuje chwilę po przebudzeniu.

noc, techniczna - przejrzane

6/7 maja

Czas i miejsce akcji – moja kuchnia. Współcześnie.
Artur Rojek organizuje jakiś Off – tym razem w Krakowie. Na tę okoliczność wypuścił na rynek nawet butelkowane wino. Przyglądam się etykiecie – widnieje na niej nazwa festiwalu “Off cośtam“. Po przebudzeniu za nic nie jestem sobie w stanie przypomnieć co stało w miejscu cośtam.
Festiwal trwa. Sztab jest u mnie w kuchni.
Przy ścianie, na sporym taborecie, na tle jasnych kafelków (to nie są moje kafelki; ja położyłem zupełnie inne; te wyglądają identycznie z tymi, które Dziadek ćwierć wieku temu zrobił sobie w łazience) robi zdjęcia nagród festiwalowych. Trofeum ma kształt dysku do rzucania, albo latającego spodka, pokryte jest czerwoną i czarną gumą. Coś na kształt tych wszystkich urządzeń typu komórka czy gps do wykorzystywania w ekstremalnych warunkach.
Mówię że lepiej podłożyć karton w tle i zrobić coś w stylu stołu bezcieniowego. Nie, odpowiada, ustawiłem przesłonę tak, ze nie będzie w ogóle widać tła.
W tym czasie siedzę w kuchni, na krześle (to nie jest moje krzesło), N. o obcym ciele i z nieswoją twarzą (to nie jest ciało N.; to nie jest twarz N) siedzi na mnie okrakiem i próbuje mnie całować. Bronię się. Mówi do mnie masę zdań. Jest jak karabin maszynowy. Dowiaduje się, że nigdy nie lubiła chudzielców, że denerwował ją brak wysportowania, że zawsze lubiła góry. Dowiaduję się nowości. Nie, mówię, to nie są Twoje zdania, to są poglądy Nowego, przyjęłaś je jak swoje, ale kiedyś twierdziłaś coś innego.
Wyciąga szyję w nadziei na to, że ją pocałuję i znów zaczyna słowotok. Nie drgnę. Kocham, mówi. Kochałam. Ale co Ty mogłeś mi dać? Jakie miałabym z Tobą życie?

A wszystko to w czasie kiedy tuż obok nas A. Rojek robi zdjęcia kolejnym nagrodom dla uczestników trwającego właśnie festiwalu.


Zniknij.
Robisz mi kuku. Nam.

noc, techniczna - przejrzane

18/19 marca

Jakiś pokój hotelowy. Młody ja i N. N. rozprawia o swoich planach na najbliższe tygodnie. Dowiaduję się o jakichś dziwnych wyjazdach, potem mówi, ze może wybierze się do Eli lub Uli do Kielc. Pyta co ja mam w planach. To już nie jest Twoja sprawa, mówię. Nagle N. dzwoni telefon. Młody zerka w kierunku laptopa stojącego na stole i porozumiewawczo spogląda na mnie. Nowy dzwoni. Wyjdź, mówię stanowczym głosem do N. Brak reakcji. Wyjdź powtarzam uniesionym głosem. Wyjdź jeśli chcesz z nim rozmawiać. Wychodzi.

noc, techniczna - przejrzane

5/6 marca

Przypomniałem sobie.


Zniknąłem. Korzystając z braku tożsamości. Najpierw jestem w Wiedniu. Kluczę uliczkami, nagle Praga. Stoję na moście Karola. Skaczę. Uderzam w taflę wody i jestem w Barcelonie. Ogrody Gaudiego. N. z Nowym siedzą na jednej z ławek. Zauważa mnie i mówi, że właśnie dlatego mnie zostawiła – wiedziała, że skoczę. A ja skoczyłem właśnie dlatego, że mnie zostawiłaś – mówię.
Błędne koło.
Śni mi się, że się budzę. Uzmysławiam sobie, że zniknięcie nic nie zmieni – ja już zniknąłem. Mnie już nie ma, więc jakbym zniknął to i tak nikt tego nie zauważy.


Pokłóciłem się z dr.em M. To, że znamy się dekadę nie upoważnia go do mieszania mnie z błotem ana forum publicznym.

noc, techniczna - przejrzane

27/28 lutego

Rozmawiam z Ewą lub Kasią. Nie pamiętam twarzy. I ta EwoKasia przekazuje mi, że N. oblała sesję bo całe dnie spędzała z Bartkiem. Ja do tej pory znałem Nowego pod innym imieniem.


Idziemy gdzieś razem. N. ma na plecach plecak, szkolny, wypchany. Po prawej stronie mijamy plac na którym, za ogrodzeniem koloniści (widzę ich twarze – mam je na zdjęciach z tamtych kolonii) grają w siatkówkę. Jest tuż przed ósmą rano. Zagaduję o tym, czego dowiedziałem się od EwoKasi. N. nie zaprzecza. Zmienia temat. A po chwili oddaje mi plecak i wbiega za ogrodzenie mówiąc, że jest już spóźniona. (to była jej grupa; to ona ich tego lata wychowywała). Patrzę na zegarek. Ósma.


Budzę się zlany potem. Wysyłam N. smsy z tym co mi się śniło. Odpisuje – na pierwszego – nie zaprzecza, nie neguje. Potem zdaje się wyłączać telefon. W mojej głowie obraz N.leżącej obok Nowego i wyłączającej telefon od natrętnego mnie. Dołuję się coraz bardziej. Próbuję sobie tłumaczyć, ze pewnie jest na zajęciach. Potem dowiaduję się że usnęła po pierwszym smsie. Nie mam powodów by nie wierzyć – często tak robiła.

Moment opamiętania przychodzi późno – przygnębienie zastępuje euforia, stany maniakalne (w sensie klinicznym).

noc, techniczna - przejrzane

Obrabianie stóp; prośba

Sprzed kilku dni.

Przyśniła mi się jedna z polskich aktorek. Magda. Masowałem jej stopy. (Właściwie obrabiałem – odsyłam do Opętanych Palahniuka)
A potem nagle okazało się, że jest kimś innym. Ta sama twarz, to samo ciało, ale tożsamość czyjaś inna. Przybrała nazwisko dawno niespotkanej znajomej – zabrała jej imię. I jak tylko to skojarzyłem – i uświadomiłem sobie, że ona miała braci – owi braci pojawili się znikąd obok niej. Znikąd. Jak na filmie.


Rozmawiam z N. Siedzimy u Niej, na podłodze. Ona prosi mnie o coś, a ja jak zwykle przystaję na prośbę. Nie pamiętam o co. Jakaś drobna przysługa. I nagle okazuje się, że to właściwie nie dla Niej, ale dla Kamila czy Nowego. Szlag mnie trafia. Budzę się i mimo, że wiem że to tylko sen mam zmarnowany poranek. Zanim sobie wszystko poukładałem minęło kilka godzin.