Browse Category by dzień
dzień

29 czerwca

Ostatni kontakt z N. to wymiana SMS sprzed 11 lat, której sens zawierał się mniej więcej w stwierdzeniu, że warto zawiesić kontakt, przynajmniej na czasu kiedy oboje nas ten kontakt boli. Potem w eter poszło, już bez odpowiedzi, moje pytanie skąd będziemy wiedzieć, że to już.

Nie boli.

Prze wiele lat świadomie unikałem kontaktu. Najpierw walczyłem ze sobą, żeby nie spojrzeć, nie poszukać w sieci, nie zapytać wspólnej sieci wirtualnych znajomych. Potem ciekawość przeszła w zobojętnienie, nadal jednak nie garnąłem się do szczegółów – z obawy, że jednak coś będzie kłuło. Dzisiaj, zupełnie przypadkiem, wyświetliła mi się w formie wspomnień na FB wiadomość sprzed kilkudziesięciu lat. Krótka. Od N. Uśmiechnąłem się. W jakiś taki serdeczny sposób pomyślałem o niej i to tym wszystkim czego się nauczyłem w tym czasie. O tym, jak głupi i ślepy byłem, Jak ignorowałem oczywiste sygnały, szepty ludzi wokół. Jak z zapałem profana ignorowałem wszystko, co przeczyło mojej ledwo odzyskanej rzeczywistości. Jak z pogardą i brakiem zrozumienia nie potrafiłem pogodzić się z tym, że zdecydowała się odejść. Jak zignorowałem i zwróciłem nieprzeczytany list (dzisiaj mogę się tylko domyślać treści), który był chyba próbą dialogu.

Pomyślałem o tym z serdecznością. Bez żalu. Bez poczucia krzywdy.

Zajęło mi to 11 lat.

W słońcu. Na ławce, na trawniku. Pośród gwaru dzieci, w tym własnych, zacząłem się zastanawiać czy powinienem napisać. Ale co? Bo z jednej strony chyba należy się zwykłe “Przepraszam, byłem dupkiem”, ale z drugiej co komu po przeprosinach po tylu latach. No i o czym mielibyśmy rozmawiać?

Ostatnio skontaktowałem się z Nowakiem, który obsesyjnie objawiał mi się i mówił przez sen, a którego nie mogłem namierzyć przez kilka lat, aż nagle pojawił się w proponowanych kontaktach. Kurtuazyjna rozmowa. O niczym, bo nawet nie o pogodzie, a na na koniec zdanie, które mogą wypowiadać tylko dorośli “Umówimy się na piwo jak już będzie po pandemii”, odpowiednik niegdysiejszego “zdzwońmy się, muszę lecieć”. Oboje wiemy, że to nie nastąpi. (Dzieci też to wiedzą, więc nie silą się na podobne zdania)

Kilka lat temu podobną rozmowę odbyłem z Basią.

Właśnie tego się obawiam. Zdzwońmy się.

Minęła dekady, jesteśmy (zapewne) oboje w innych miejscach, z innymi zobowiązaniami, z innymi ludźmi wokół. O czym mielibyśmy rozmawiać? Wolę pozostać przy tym, co pamiętam. Przy dreptaniu boso w potoku w Bieszczadach, przy dredach, spaniu w namiocie, koncercie na drugim końcu Polski. I całej tej gówniarskiej radości która działa się wówczas. Zanim.

Dzisiaj mogę napisać tylko Dziękuję. Przepraszam, byłem dupkiem.

Nie będę pisał, bo nie chcę zakończyć na etapie zdzwaniania się.

Jestem szczęśliwy. I mam nadzieję że N. też.

dzień

21 maja

Pragnę być Twoją żoną, matką Twoich dzieci, kochanką o jakiej nawet nie marzyłeś w najskrytszych marzeniach

dzień

1/2 maja

Od półtora dnia prześladuje mnie irracjonalne przeczucie, że to co się dzieje z N. jest chwilowe. Że za jakiś czas wróci. I wydaje mi się to tak naturalne, że aż mnie to przeraża. Boję się takiego scenariusza.
A jednocześnie wiem, że ona ma już zupełnie inne życie. Mój rozsądek wie, że to tylko scenariusze fikcyjnych wydarzeń.
A jednak nie potrafi dojść do głosu. Chociaż chciałbym żeby doszedł.

dzień

3 stycznia

Mail o objętości Sienkiewiczowskiej noweli.
Telefony co kilka chwil – aż się mężowie denerwują na żony!

Przyjaciołom dziękuję, że są.

Roberta przepraszam, że przywłaszczam sobie jego żonę. I obiecuję, że będę nadal to robił.
Karolowi życzę wytrwania.
Dziękuję.


Jednym z objawów zdrowienia jest umiejętność cieszenia się z tego, co nas boli. Bo wszystko jest po coś. Ból ma coś dać.
Zakończyłem terapię kilka miesięcy temu, ale sennik mi nadal pomaga. Pomaga mi i dziś, kiedy wyrzucam z siebie strumienie emocji. Narzędzie pozostało. Dzisiaj przekonałem się, że terapia działa. Bardziej niż kiedykolwiek.

I wiem, że dziś nie usnę. Za dużo wrażeń. Za wiele emocji. Niemal same dobre.
I o dziwo już nie przeszkadza mi to, że jestem podglądany. Zdrowieję.
Nie zmienię adresu po raz kolejny.

dzień

3 stycznia

Pojawia się Mała. Zdrowa.
Radość!


W centrum miasta, na schodach, tuż obok pomnika, który jest ewenementem na światową skalę widzę N. Ona wchodzi, ja schodzę. Mam wrażenie, że mnie dostrzega – sięga szybko po telefon i wstukuje coś na klawiaturze. Nie widzi mnie, albo udaje, że nie widzi.
Włosy dłuższe, ubrana w kolory nie na czarno.
Mijamy się bez słowa.

dzień

8 grudnia

Pijemy szampana z kieliszków do wódki. Radzieckiego. A przynajmniej tak twierdzi etykieta, mimo, że Związek upadł 20 lat temu.
Piana w wannie i piana w kieliszkach.
Damy Jej jakoś zgrabnie na imię.

Szampan, wanna i my.


I wbrew oczekiwaniom i przyzwyczajeniom nie budzę się.
Nie spałem.
Nie śniłem.

dzień

25 października

Prawdziwy koszmar zaczyna się wówczas kiedy sny stają się rzeczywistością.


Twarde NIE, na pytanie, o które błagałbym jeszcze kilka miesięcy temu.

Mam ochotę się upić.